Uczniowskie legendy o Kaniowie

Każdy z czytających tę legendę zna zapewne inną , tę która opowiada o Białej i Czarnej Wisełce. Rzekomo  Wisełki wysyłały swe siostrzyczki – fale, które tworząc rzeką wpadały prosto do Bałtyku – każda ślad w ślad za poprzedniczką . Nie ma jednak reguły bez wyjątku. Otóż opowiem wam historię jednej małej , niesfornej fali zamierzającej wybrać się na wycieczkę całkiem inną trasą …

Z tego co wiem, ciekawska chciała zwiedzić śląskie okolice, więc wyruszyła właśnie w tym kierunku. Mimo największych przeszkód pokonywała nieznaną drogę bardzo dzielnie. Po kilku dniach zmęczona postanowiła zatrzymać się i odpocząć. Rozejrzawszy się dookoła, spostrzegła uschłe  drzewa, zwierzęta umierające z pragnienia, spalone słońcem pola i łąki. Uwagę jej przykuł stary, wyschnięty pień – tuż obok widniał niewielki sękaty drogowskaz z wyrytym nań napisem Kaniów.

Zaciekawiona i zaniepokojona ruszyła dalej. Otaczające ją smutne  krajobrazy nie dodawały otuchy. W krótkim czasie niedoświadczona wiślana fala spostrzegła, że … zabłądziła !!! Mało tego, nie mogła zawrócić , bowiem pływając w kółko, nieświadomie utworzyła świeżą odnogę Wisły.

Nagle doszedł ją jakiś głos. Ku własnemu zdziwieniu usłyszała mówiące, a właściwie stękające nieco drzewo. Nie wiedząc , do kogo zwrócić się po poradę, podpłynęła właśnie do niego. Nie wiedziała również, jakiej mowy użyć, aby nie obrazić starego ( co można było sądzić po wyglądzie ) drzewa. Zaczęła więc trochę nieśmiało:

–   Jestem falą przysłaną przez Czarną i Białą Wisełkę. Nie poszłam w ślad swoich towarzyszek, tylko przypłynęłam tutaj, tak z czystej ciekawości i teraz nie mogę odnaleźć drogi do morza. Pomóż mi, sędziwy dębie!

Na korze dębu malował się uśmiech a zarazem zdziwienie.

–    Ja miałbym ci pomóc?! – chrząknął. – A może mi chociaż , falo, powiesz, jakim sposobem mógłbym okazać się w czymś użyteczny? – ciągnął dalej. – Ale zaraz , zaraz mam chyba pewien nie najgorszy pomysł. Nie będzie to jednak takie proste, jak sobie wyobrażasz. To w ogóle nie będzie łatwe! Myślę jednak, że dla ciebie to drobnostka , bo przecież jesteś rzeką…

Teraz bohaterka była trochę wystraszona. Co ona, mała, nic nie znacząca strużka wody, mogłaby zrobić dla takiego olbrzyma? Nie zdążyła  jednak wydobyć z siebie nawet słowa, ponieważ wyręczyło ją drzewo:

–     Och, jestem starą , uschniętą rośliną. Chciałbym , żebyś mogła mi zapewnić dostatek wody. Wtedy wypuszczę nowe, piękne, zielone liście. Bardzo cię proszę!

–         Jak ja będę cię nawadniać, kiedy popłynę do morza?

–        Nie zrozumiałaś mnie dokładnie. O morzu nic nie wspomniałem, ale możesz zamieszkać z nami, zapraszam. Mieszkańcy cierpią tu suszę, będziesz dla nich wybawieniem.

I rzeczywiście. Na widok fali, która z zawrotną prędkością mijała kolejne pola (spieszyła się, bo chciała czym prędzej zrobić dobry uczynek) bardzo się uradowali wszyscy kaniowianie. Już po kilku chwilach zaprzyjaźnili się, a w rok później wszystkie uprawy wybujały pełnią zbóż, soczystością traw i ukwieceniem łąk. Zaś stary, potężny dąb muskany falami nowej przyjaciółki stanął w wielkiej koronie zieleni, by jesienią obdarować ziemię swym żołędziowym potomstwem.

Kiedy zawitacie  nad Wisłę do Kaniowa , ujrzycie zapewne niejedną aleję dębową żyjącą  do dziś dzięki zbłąkanej ongiś wiślanej fali. Kiedy zaś dobrze wsłuchacie się w szum rzeki, usłyszycie być może melodię śpiewanej  często przez kaniowian piosenki:

Płynie Wisła, płynie

po polskiej krainie.

Zobaczyła Kaniów,

pewnie go nie minie.

Stary dąb spotkała,

wszystko zrozumiała:

tutaj trzeba wody,

póki ten kraj młody.

Widnieje na mapie

Wisełki odnoga

Dziękują ludziska

za ten dar od Boga.

Autorka:

Magdalena Nowakowska ( wówczas uczennica kl. 5.)

laureatka I nagrody w Konkursie Literackim

II Przeglądu Artystycznego Gminy Bestwina

Legenda w nurt Wisły wpisana

Tej nocy księżyc wydawał się być  większy niż zwykle, gwiazdy świeciły wyjątkowo  mocno. Wstałam z łóżka i podeszłam do okna. Stojąc tak przez  dziesięć minut, wsłuchiwałam się w szum uśpionej rzeki.
  – Nie zastanawiałaś się kiedyś, jak powstała Wisła?- zapytałam śpiącej obok siostry.
 –  Nie! Idź spać!
 –    Dobrze.
    Położyłam się ponownie, lecz i tak nie mogłam zasnąć.  Ciągle zadawałam sobie pytanie: „Skąd się wzięła rzeka, którą widuję każdego dnia w drodze do szkoły? Przecież nie pojawiła się ot tak sobie”.
–   Mamo, czy ty wiesz jak to się stało, że przez Kaniów płynie  Wisła?
–      Płynie sobie i tyle, pośpiesz się, bo ci autobus ucieknie! – usłyszałam. Pa! Pa! Córeczko.
–       Pa – wyszeptałam.
    Po tych słowach pobiegłam na przystanek. Mijałam długą wstęgę wody, w ciągłym zamyśleniu. W szkole również nie mogłam się skupić. Dobrze, że żaden z nauczycieli nie zrobił klasówki.
–     Drrr…
–    Nareszcie –  pomyślałam słysząc dźwięk dzwonka.
–       Spotykamy się u Kaśki? -zapytała Iza.
–       Dziś nie mogę, muszę iść do dziadka -odpowiedziałam.
      -Szkoda. To cześć!
–       Cześć!
    „Może dziadek mi coś opowie, on ma tyle różnych książek, na pewno dużo czytał i coś  wie!”- ucieszyłam się na tę myśl .Intuicja mnie nie zawiodła. Dziadek usiadł w fotelu i zaczął swoją opowieść :
    Gdy byłem w twoim wieku, zadawałem to pytanie mojemu ojcu, a on, tak jak ja tobie ,opowiedział mi  legendę  przekazywaną w naszej rodzinie z pokolenia na pokolenie.
   Pewnego dnia, dawno, dawno temu, wraz ze swoją małżonką zawitał do Kaniowa pewien szlachcic. Mieszkańcy powitali ich uroczyście i ze zwykłą sobie gościnnością. Była wśród nich młoda dziewczyna o imieniu Wisła. Była piękną kobietą, co od razu  dostrzegł szlachetnie urodzony  pan. Zainteresowanie  młodzieńca Wisłą zauważyła też prędko jego małżonka.
  Zauroczeni sobą spotykali się potajemnie na łące niedaleko bukowego lasu. Pewnego dnia spostrzegła ich przechadzająca się wśród drzew szlachcianka. Wpadła w wielki gniew. Zdjęła z włosów niebieską wstążkę i rzuciła nią w dziewczynę…
   W tym momencie rozstąpiła się ziemia. Piękna  Wisła  rozpłynęła się , zamieniła w wodę i  wypełniła nowo utworzone koryto. Niewierny zaś małżonek,  kiedy napotkał  nienawistne spojrzenie poślubionej sobie kobiety, skurczył się, zmalał, by wkrótce odfrunąć w oddali.
    I tak Wisła  na zawsze pozostała z nami . I choć udało jej się przepłynąć wzdłuż całą Polskę , nigdy więcej nie spotkała swojego ukochanego.  Do dziś w każdym nadlatującym ptaku próbuje dostrzec najdroższe  spojrzenie.
    Zwykle łagodna płynie ku swemu przeznaczeniu. Czasami w nocy, szczególnie przy wietrznej pogodzie, słychać jej rozpaczliwe wołanie. Niekiedy wzbiera w niej ogromna fala  łez –  wtedy staje się niebezpieczna, obrywa brzegi, zalewa okoliczne pola i łąki… by za jakiś czas znowu powrócić do swego koryta…
     -Dziękuję, dziadku. Ojejku, jak już późno! Mama będzie się martwić, lepiej już pójdę – powiedziałam, wstając z krzesła.  
    Idąc do domu,  zastanawiałam  się,  czy ta cała  historia mogła się naprawdę wydarzyć, czy  naprawdę żyła kiedyś dziewczyna  o imieniu  Wisła ? Zaraz potem przywołałam się do porządku:„Przecież to tylko legenda”.                                                          Wieczorem  jeszcze  długo  o tym myślałam , lecz w końcu zasnęłam. W  środku  nocy obudziły  mnie stukające  w okno gałęzie. Jak zawsze, gdy nie mogę spać ,podeszłam do okna. Księżyc  odbijał się w  wyjątkowo tej nocy  wzburzonej  tafli  wody.
    Chciałam się położyć , gdy nagle przypomniały  mi się słowa dziadka: „Czasami w nocy słychać  jej   rozpaczliwe wołanie.”  Ponownie przybliżyłam się do okna  i zaczęłam    wsłuchiwać w dochodzące zza niego odgłosy.  Słyszałam  szczekanie  psów, szum drzew,  lecz nie były podobne do głosu dziewczyny. Uspokojona, zasnęłam.
Przyznam jednak, że od tej pory, kiedy codziennie „spotykam się” z Wisłą, spoglądam na nią nieco inaczej.

                                Autorka:

Sylwia Drąg

(wówczas uczennica kl.6.)

Pewnego dnia pojechałam do babci. Tam, przed wyjazdem  do domu, zawołał mnie do siebie dziadek. Podeszłam do niego, a on podał mi pięknie oprawioną książkę pt. „ Polskie legendy ”. Podziękowałam i pobiegłam do samochodu.

    Po powrocie usiadłam wygodnie w miękkim fotelu i zaczęłam czytać. Bardzo mi się podobały te opowieści i postanowiłam, że kiedyś chyba napiszę własną.
   W  nieoczekiwanym momencie zamknęły mi się oczy. Kiedy się obudziłam, żwawo usiadłam  przy biurku, wzięłam kartkę oraz pióro i zaczęłam pisać „ LEGENDĘ O KANIOWSKIM KOŚCIELE ”. A było to tak:
   Około 150 lat temu, typowo jesiennego dnia, chłopiec o imieniu Łukasz, wracając do domu, usłyszał:
      –
Chodź do mnie!
  Był to głos mężczyzny. Ciekawski chłopiec postanowił  pójść za  głosem, ale nie dostrzegł niczego oprócz krzewów i innych roślin. Pomyślał, że ktoś robi sobie z niego żarty.
   Następnego dnia ponownie usłyszał ten sam głos. Pobiegł na dużą polanę, gdzie zobaczył małe, złociste światełko. Światło to robiło się coraz większe i większe, aż nagle z blasku wyłoniła się potężna postać, która przemówiła do zszokowanego chłopca:
       –
Łukaszu…- powiedziała anielskim głosem.
       –
Skąd wiesz, jak mam na imię? – zapytał.
   Wystraszony chciał uciekać, ale jakaś dziwna siła sprawiła, że nie mógł się ruszyć.
       – Jestem aniołem, przysłał mnie Bóg…- oznajmił nieznajomy. 
        – Dlaczego ? – przerwał .
         -Bóg chce, abyś wybudował kościół na tej oto polanie…
         – Ale , ale ja …- znów mu przerwał. 
         – Wiem, że jesteś niedowiarkiem . Jednak niedługo to się zmieni.
   Po tej  krótkiej rozmowie anioł znikł. Łukasz nie chciał uwierzyć w to, co zobaczył. Wytłumaczył to sobie przywidzeniem.
   Po paru tygodniach jego ukochana mama ciężko zachorowała. Żaden lekarz nie wiedział ,jak jej pomóc. Znów usłyszał znajomy głos, który powiedział mu, aby poszedł do miejscowej kapliczki i pomodlił się za zdrowie matki.
    W kapliczce nie wiedział jak się zachować, ponieważ dawno nie był w świętym miejscu. Przypomniał sobie, co robiła mama , kiedy rozmawiała z Bogiem. Podszedł bliżej świętej figury,  ukląkł i zaczął płakać. Wtedy obok zjawił się kapłan i zapytał, co się stało.  Łukasz powiedział mu, że usłyszał głos, który kazał mu się pomodlić za zdrowie matki, lecz on nie wie, jak ma to uczynić. Duchowny pouczył go, żeby porozmawiał z Bogiem własnymi słowami o rzeczach, które go trapią. Chłopiec zrobił tak, jak mu nakazano. Po dwóch dniach mama zaczęła zdrowieć. Wszyscy we wsi rozgłaszali, iż stał się cud.
   Łukasz, gdy się modlił w kapliczce, obiecał Bogu, że kiedy wyzdrowieje jego mateczka, już nigdy o Nim nie zapomni. I tak też się stało. W ciągu najbliższych lat bardzo zbliżył się do Boga, wstąpił do seminarium i już wkrótce mógł spełnić daną obietnicę. Został księdzem.
   Pierwsze kroki po powrocie w rodzinne strony skierował na   polanę, na której kiedyś ukazał mu się anioł. Tam zaczął się modlić. W pewnym momencie wydawało mu się, że widzi piękny kościół, do którego wchodzą uśmiechnięci ludzie, aby spotkać się z Bogiem.. Postanowił dłużej nie czekać. Następnego dnia ogłosił wszystkim ludziom, iż postanowił wybudować kościół. Niebawem dzięki pomocy mieszkańców, skończył budowę świątyni.
     Do dziś w centrum Kaniowa stoi owa świątynia pod wezwaniem  Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny.

 Autorka: Karolina Jonkisz
( wówczas uczennica kl.6.)

Zmiana adresu strony

Ta wersja strony wkrótce przestanie obowiązywać.


Zapraszamy na stronę internetową: https://kaniowzsp.edupage.org